Site Overlay

LADY DESTRUKT

Dawno dawno temu – zacznijmy jak w każdej bajce – za siedmioma górami, za siedmioma lasami, w mieście stołecznym, żyła sobie Katarzyna. Ani królewna (zawsze wolałam słowo księżniczka), ani wiedźma (zawsze wolałam słowo czarownica) – ot, dziwna dziewczyna, której pasją była historia mody.
Dziewczyna chodziła do szkoły, uczyła się, po zajęciach zaliczała… kolejne biblioteki warszawskie. Coraz bardziej wchodziła w temat, poznawała coraz więcej ludzi… i na swojej drodze spotkała też KOLEKCJONERÓW. Wiecie – okazało się, że nie tylko muzea mają stare ubiory – istnieją prywatne kolekcje i jak się człowiek postara, to choć trochę może je z bliska obejrzeć – i o rany!!! – dotknąć! Poznawała ludzi, ludzie poznawali ją, ona pytała ich, a potem nagle się zorientowała, że to działa także w drugą stronę i jej wiedza sprawiła, że także i ją zaczęto pytać o zdanie.

I powoli dojrzewa w niej myśl… może by tak własną kolekcję…
Ale wiecie, to nie sa najtańsze i najłatwiejsze do zdobycia rzeczy.

I wtedy Adam podsyła ci link. A tam na „kup teraz” bluzka. Z Anglii. Lekko uszkodzona, ale jak najbardziej na twoją kieszeń.

Nie, nie kupiłam wtedy tej bluzki. Weszłam głębiej w ten rynek zagraniczny i okazało się, że jest całkiem sporo tych rzeczy (w trochę gorszym stanie) – może nie za grosze – ale jednak w dostępnych cenach. I zaczęłam kupować poza granicami kraju. Ileż to nerwów, czekania, ile czasu straconego (na dojazdy) / zyskanego (szybciej w łapkach niż pocztą, mniejszy stres) na dojazd do Urzędu Celnego, który gdzieś tam na zadupiu, niby w Warszawie – a jeden autobus.

No i zanim przyszła pandemia, to te kilkanaście sukienek, i kilkanaście bluzek, i trochę bielizny – zdołało trafić w moje rączki. Potem przyszła pandemia i wszystko dwukrotnie podrożało – ale co kupiłam wcześniej – to moje szczęście.

Chwilowo brak mi czasu i dobrego oświetlenia, ale zacznę od wrzucania tu mniejszych rzeczy z mojej kolekcji.